rutek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2003

Jeszcze chwilka zostala i zaraz imprezka w przedszkole :D zła opcja, co ? :D hehe:]
fajnie jak by zabawkami mozna sie bawic :D klocki lego i resoraczki :D ale by byla zabawa :]

do zobaczenia za rok :P hehe ;]

zakupy

Brak komentarzy

zakupy ? bleeeeee
bosz… jakie to nudne i strata czasu…
ale coz… musialem sobie kupic na 100dniowke krawata, koszule i buty..
wlasnie … buty…
czemu na swiecie nie jest przyjete ze do gajerka mozna adidasy zakladac ? bylo by tak fajnie :D
a tak.. lipka.. ale jakos przezyje :D
w koncu inni tez sie beda meczyc :D

Wigilia

1 komentarz

przydalo by sie chyba jakos Wigilie opisac :] :P
wsumie oglnie nie lbuie zadnych wyjazdow do rodziny, najlepiej wole zostac w domu :D ale jakos w Wigilie zazwyczaj nie nazekam.. moze dlatego ze sa prezenty :P a i zarcie niesamowicie smaczne zawsze :D hehe :]
ogolnie bylo fajnie
i smacznie :
ale sie najadlem :D
no swieta jak swieta :)

a qrde troche mnei wnerwila era… ani smsow ani gongow.. wrrrrrrr

Wszystkiego ajlepszego i najwspnialszego wszystkim z okazji świąt :]


http://www.zyczy.rutek.prv.pl

;]

3 komentarzy

sedziowanie fajna sprawa :] tak czlowiek wladze ma nad czasem :D :P

a i dzis problem mniej i znow moge sobie egzystentowac bezproblemowo :D

hmmm

3 komentarzy

Wczoraj beznadzieja… dzis juz lepiej :] to moze jutro calkowicie OK ? :)

Obudziłem się chwilę po ósmej. W pierwszej chwili, jako że człowiek o tak wczesnej porze w weekend jest jeszcze trochę zaspany, nie dotarło do mnie, że trzeba wstać. Ale już po chwili zrozumiałem, że dziś jest ten dzień! Jadę do Warszawy pomóc swojej drużynie w meczu. Czym prędzej podniosłem się z łóżka (a to jednak okazało się trochę trudniejsze niż przypuszczałem), przygotowałem kanapki i wyszedłem z domu pełen optymizmu.

Na naszym stałym miejscu zbiórki przed wyjazdami czekała już cała pięćdziesięcioosobowa ekipa. Wyruszyliśmy przed dziesiątą. Wszyscy mieli nadzieję, że wyjazd będzie udany. Jak do tej pory w tym sezonie każda nasza wyprawa kończyła się wygraną Anwilu i niby dlaczego miałoby się to tym razem zmienić?

Choć mecz miał zacząć się dopiero za kilka godzin, postanowiliśmy od razu przećwiczyć nasze przyśpiewki. Zapowiadało się wspaniale, nikt nie zapomniał tekstu. Gdy zbliżaliśmy się do celu, w autokarze zrobiło się trochę cicho, trzeba było odpocząć przed samym meczem. Ale już po wjeździe do Warszawy wszyscy ożyli i znów w naszym „wesołym autobusiku” huknęło gromkim „Anwil to jest potęga…”

Pod halę AWFu przybyliśmy około pierwszej. Nie śpiesząc się zbytnio, ale niesamowicie podekscytowani wchodziliśmy do budynku. Od razu zaczęliśmy krzyczeć „Anwil, Anwil!”, więc miejscowi nie mogli nas nie zauważyć. Na początku zaczęliśmy od szukania miejsc. Wskazała nam je ochrona (całkiem przyjaźni ludzie). Stanęliśmy na balkonie nad ławką naszej drużyny, więc mieliśmy bardzo dobre miejsca.

Jeszcze przed meczem, zaczęliśmy śpiewać. Dzięki temu, że hala nie jest zbyt duża, było nas całkiem dobrze słychać. Od razu nasunęła się myśl, że damy radę przekrzyczeć kibiców warszawskiego zespołu. Trudno jest mi dokładnie ocenić, jak to nam się udało, ale chyba daliśmy radę. Naprawdę rzadko miałem wrażenie, że to warszawiacy są od nas głośniejsi. A nas było tylko około sześćdziesięciu (bo poza naszym autokarem wpadło jeszcze paru znajomych), a miejscowych cała hala.

Do pierwszego gwizdka zostało już kilka minut. Zaczęliśmy rozdawać między sobą konfetti. Na nieszczęście nie było tego zbyt dużo. Poza moim małym woreczkiem mieliśmy chyba tylko tyle, ile zdołaliśmy pociąć dwojgiem nożyczek w czasie drogi. Niestety, wszyscy swoje siły zużyli na poprzedni mecz ze Śląskiem… wtedy to każdy miał tego dużo więcej. Ale to co było, chyba ładnie się zaprezentowało. Ale co ja tu się będę o tym rozpisywał, w końcu zaczęło się już to, co najważniejsze, mecz. I to jak! Anwil zaczął bardzo mocno i od razu uzyskał sporą przewagę. Jak wspaniale się człowiek czuje w takich momentach. Jednak pod koniec kwarty prowadzenie stopniało a nawet przepadło… Takie coś tylko nas zdopingowało do jeszcze głośniejszego dopingu. Drużynie trzeba pomagać na dobre i złe, a szczególnie, kiedy nie idzie tak, jak powinno! Nie zważając na gardła, krzyczeliśmy, ile się da i Anwil znów uzyskał przewagę. I tak do ostatniego gwizdka, jak tylko nasi tracili punkty, dawaliśmy z siebie jeszcze więcej niż wcześniej. Ale kolega chyba trochę przesadził, bo poszła membrana od bębna.

W międzyczasie zerkałem trochę na kibiców Polonii. Widać było, że klub ma wiernych kibiców. Niektórzy do samego końca dopingowali, ale część zaczęła wychodzić wcześniej. Jak ja nie lubię takiego zachowania… na nieszczęście u nas też to się dzieje, jak widać, że Anwil nie ma szans wygrać… Dobrze, że to się ostatnio nie dzieje zbyt często, bo częściej odnosimy zwycięstwa. Fajny pomysł warszawiaków z tymi trąbkami, zawsze to jakieś urozmaicenie. Ale za to okrzyki trochę monotonne… U nas za to repertuar jest spory, a poza tym trochę częściej skandujemy nazwiska zawodników. A że byliśmy zaraz nad nimi, od razu nas pozdrawiali. W takiej chwili człowiek czuje, że docenia się to, co robi.

Z hali wyszliśmy we wspaniałych nastrojach, w końcu wygrana na wyjeździe cieszy najbardziej, a szczególnie z drużyną, o której się mówi, że jest kandydatem do zabrania nam tytułu. Przed odjazdem jeszcze sobie trochę pośpiewaliśmy i zrobiliśmy grupowe zdjęcie. A że na hali spotkaliśmy aktora, Andrzeja Nejmana (który pochodzi z Włocławka), zaprosiliśmy go do wspólnego zdjęcia.

Po odjeździe wszystkim udzieliło się zmęczenie. Nastąpiła cisza… choć za chwilę przerwał ją ktoś, używając trąbki na gaz, na tyle skutecznie, że się wszyscy pobudzili. Potem jednak znów wszyscy zrobili się senni.

Po godzinie jazdy zatrzymaliśmy się na obiad. Jak to się mówi, „pojedli, popili i w drogę ruszyli”. Wszyscy się rozbudzili na dobre. Znów zaczęliśmy śpiewać i bawić się. Ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że mamy w naszej ekipie niezłe talenty. Poza typowymi meczowymi przyśpiewkami repertuar został wzbogacony o takie przeboje jak „Nie odnajdzie więcej nas ta sama chwila” czy prawie nikomu nieznane”dzyń dzyń dzyń”. A nawet trafiła się kolęda, w końcu już niedługo święta.

Dojechaliśmy do domu trochę później niż się spodziewaliśmy. Kierowca wybrał jakąś dziwną dłuższą trasę albo może i pomylił drogę… Ale co tam, przynajmniej dłużej byliśmy razem i do końca dnia dobrze się bawiliśmy.

METRO

3 komentarzy

Wczorj wybralem sie na wycieczke do wawy na „Metro”
coz moge powiedziec.. to bylo zajebiste :] naprawde warto tam isc :]
juz nie mowie o pokazie laserow, ktory byl fenomenaleny
ale wogole cala sztuka jest swietna
fajnie sie oglada :)
a jakie fajne aktoreczki :P

Chwile

3 komentarzy

….ulotne chwile lapie jak ulotke….

……..ile dalbym by zapomniec (…) wszystkie chwile te ktore sa na nie……….

Zdałem

5 komentarzy

Tak :]
Udalo sie :)
Mozecie mowic do mnie Panie Sedzio Koszykowki ! :)
jupi ;]


  • RSS