rutek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2004

konferencja

5 komentarzy

czesciej takie konferencje prasowe :]
poszedlem sobie choc nie mialem zaproszenia bo mi powiedizeli znajomi ze jakas konferencja jest, to na wydre poszedlem :]
a na miejscu sie okazalo ze jestem na liscie zaproszonych tylko z jakigos powodu mail nie doszedl

wsumi pzoa samym podpisaneim umowy sponsorkeijs anwilu i kasztelana byl fakt ze kazdy kto tam byl dostal 6cio pak kasztelana :D mniami :)

no to jednak udalo mi sie i zem odbyl sobie wyprawe do bydgoszczy na meczyk polskiej reprezentacji i gwiazd ebl
tylko qrde musialem wstac wczesnie rano… tak mi sie nie chcialo :] ale dalem rade :]
a jeszcze musialem chwile poczekac na ten polski expres to torche zmarzlem na przystanku :P dobrze ze juz ado i wlodar byli to bylo mozna chociaz pogadac :]
podruz minela calkiem szybko, w koncu to tylko 2h drogi
na przystanku juz znajomi czekalli to nie trzeba bylo bladzic po tym wielkim miescie :P 15 min i bylem na hali :D
bilecik mialem uper, w 1 rzedzie :] ale to bylo mi za malo wiec poszedlem sobie i usiadlem w miejscu dla prasy przy samym parkiecie, w okol sami znajomi wiec byl luzik :] i jeszcze jakis koles byly menadzer torunia i 2 trener asty, to sobie pogadalismy :D
troche sobie pochodzilem po hali, i dobrze, przynajmniej zalapalem sie na torta urodzinowego Swansona :P
a jeszcze inne miejsce wyczailem przy konkursie wsadow, pod samym koszem co wsadzali, zajebisty widok byl z tamtad :D
a co do meczu… nuda jak nic…
ale rozgrzewka
qrwa jaka zajebista
co za wsady napierdalali
wszystkie mozliwe! o tablice, z naskoku, po podaniach, qrde… no miodzio :D
a konkurs wsadow… szkoda ze im nie powychodzily… ale ignerski kozak nie maly :D troche wyczesal :]

ale oglnie wyjazd na pewno udany :] warto bylo :]

mysli

4 komentarzy

glebia sie po glowie.. za duzo ich.. nie na moja glowe… wumie nie sa zle… ale jakos nie widze w nich przyszlosci.. a szkoda…

100dniowka

8 komentarzy

no to juz po 100dnioweczce :]
a imprezka byla poprostu fenomenalnie zajebista jak dla mnie :]
polonez wyszedl chyba udanie, choc nam zmniejszyli ilosc miejsca i zmienili uklad jeszcze :P ale dalismy rade :D
jedyna wada to to ze bylem na antybiotyku i i nic pic nie moglem…
ale jakos dalem rade :]
i tak wsumie dobrze zewyzdorwialem, w czwartek prawie 40 st a w sobote spadlo ponizej 37, to chyba niezly rezultat ? :]
dobra atmosfera i super partnerka (dzieki zuza:**** ) i czlowiek o tym zapominal :]
wstalem 2h temu a ciagle mi sie chce spac :] hehe :] chyba sie nie wyspalem, ale tak to jest jak sie po 5 do domu wraca :P

a jeszcce takei urozmaicenie ze 3 osoby polegly :P
narpierw rupinska, potem gabrys i na koniec na maxa swider :D hahaha :]

przydala by sie jeszcze jedna taka imprezka :]

no to juz niedlugo zostalo do 100dnioweczki :D
hehe :]
ale bedzie imprezka:]
najlepsze bedzie jak sie wszyskim polonez popierdoli :D HA HA HA :D
tylko qrde zebym wyzdrowial …

Nowy rok, nowe cele i nadzieje. A jaki początek! Od razu wyjazd na wspaniale zapowiadający się mecz o pierwsze miejsce w tabeli z Prokomem.

Musiałem wstać bardzo wcześnie, a nawet za wcześnie… Wolne dni i pobudka o 7 rano. A wszystko przez to, że mecz pokażą w TV, a jakby rozegrany był o 17, mógłbym się spokojnie wyspać. No cóż. Mówi się trudno i wstaje się wcześnie. Najwyżej kolejny raz znajomi zobaczą mnie w TV.

Wyjechaliśmy o ósmej. Widok przysypiających kibiców dowodził, że wszyscy wcześnie wstali. Po niecałej godzinie, gdy byliśmy w okolicach Torunia, cała ekipa zaczęła się budzić. Zaczęliśmy śpiewać i ciąć konfetti. W takiej wesołej atmosferze czas zleciał szybko i nawet się nie spostrzegłem, jak byliśmy na miejscu.

Na halę weszliśmy na ponad pół godziny przed meczem. Przygotowaliśmy bębny i rozdaliśmy konfetti. Czekając na rozpoczęcie meczu cały czas śpiewaliśmy i patrzyliśmy na rozgrzewkę obu drużyn.

Najpierw rozpoczęła się prezentacja. Gdy wychodziła nasza drużyna rzuciliśmy serpentyny i krzyczęliśmy „Anwil, Anwil…”. Na hali zrobiło się jeszcze głośniej, gdy na parkiet zaczęli wchodzić gospodarze. Miejscowi kibice mieli od nas zdecydowanie więcej serpentyn. Ciekawe, czy mają jakiegoś sponsora, który kupuje je dla prawie wszystkich kibiców, czy tak jak my, robią składki między sobą. Bardzo mi się podobały te długie, żółte baloniki. Niesamowite wrażenie, jak wszyscy je nadmuchali i zaczęli nimi machać.

Na początku spotkania, w co nie mogłem uwierzyć, Greene trafił aż 3 trójki. Szkoda, że potem już nic więcej nie zrobił. Przez cała pierwszą połowę gra była wyrównana, To dobrze. Wyrównany mecz to dużo emocji. Jednak Anwil dostarczał ich aż za dużo, popełniając głupie błędy.

Po pierwszej połowie spojrzałem na tablicę i uświadomiłem sobie, jaki niski jest wynik. Zastanawiałem się, czy tak zostanie do końca. Korzystając z przerwy, poszedłem porozmawiać ze znajomymi, którzy dojechali na mecz pociągiem. Okazało się, że jeden chłopak, który z nimi jechał, został pobity za to, że jest kibicem Anwilu i jechał na mecz. A to ponoć my jesteśmy najgorsi…

Rozpoczęła się druga połowa. Miałem nadzieję, że to my odskoczymy, a stało się zupełnie odwrotnie. Przegrywaliśmy nawet jedenastoma punktami. Ale mecz ciągle trwał, czasu było wystarczająco dużo, by zniwelować tą stratę. Ciągle wierzyłem, że możemy odnieść zwycięstwo. Jednak, choć Anwil co chwila odrabiał kilka punktów, Prokom znów odskakiwał.

Nadzieję w zwycięstwo straciłem w połowie ostatniej kwarty. Urlep wziął czas, bo znów przegrywaliśmy jedenastoma punktami po głupich błędach. Spojrzałem na tablicę. Zostało trochę więcej niż cztery minuty do końca gry. Po chwili namysłu w mojej głowie zrodziła się myśl, że jeszcze nic straconego. W meczu ze Śląskiem przegrywaliśmy dużo więcej i prawie się udało. Odwróciłem się do kolegi, powiedziałem „Trafią dwie trójki i dalej będą szanse” i czekałem, co się wydarzy. Pomyliłem się tylko trochę. Odrobiliśmy 6 punktów z rzędu, tylko że nie rzutami zza linii 6,25. Wygrana znów była w naszym zasięgu.

Jednak Anwil grał za słabo. Robił po prostu idiotyczne błędy. Gdyby Bocevski trafił tą trójkę pod koniec…

Czekając na wyjście z hali, stało się coś dziwnego. Gdy zostaliśmy już sami na hali, dotychczas miła i sympatyczna ochrona zupełnie się zmieniła. Jeden z tych „koksów” zwrócił się do stojącego lekko z boku kolegi (który jest dziennikarzem): „ty psycholu”! Jakże kulturalnie! Coś nie do pomyślenia! Ich zachowanie było po prostu karygodne. Nigdy nie spodziewałbym się czegoś takiego. Jadąc na mecz, spodziewałem się, że powinniśmy obawiać się miejscowych kibiców, a okazało się, że najgorzej wychowana i posiadająca najmniejszą kulturę osobistą była ochrona!!! Brak słów…

Zajmując miejsca w autokarze, wszyscy byli przygnębieni. Każda porażka boli. Jechaliśmy w ciszy. Po przejechaniu parudziesięciu kilometrów zatrzymaliśmy się na obiad. Prawie godzinna przerwa dobrze nam zrobiła. Powoli zaczęły poprawiać się humory. Szczególnie po tym jak w TV prezenterka powiedziała: „zmierzyli się odwieczni rywale”. Dobre sobie. Chyba coś pomyliła ze Śląskiem.

Znów ruszyliśmy w drogę. Ponownie zaczęliśmy śpiewać. Każdy chciał koniec dnia spędzić w miłej atmosferze. W końcu to tylko jeden mecz, a do finałów jeszcze daleko.

W końcu Mistrzem Polski jest Anwil, Anwil najlepszy jest, Anwil trzeba szanować, Anwil najlepszy jest…

Sylwek

10 komentarzy

no i po sylwestrze juz jest :]
wstalem calkiem wczesnie bo o 13.10 :P hehe :]
a imprezka…
no napczatku bylo zajebiscie :D
a potem sie zrobilo jakos tak sredniawo…
ale wsumie zle nie bylo :)

a chyba najlepszy text to bylo „pozdrowcie ariela” hahaha :]


  • RSS